czerwca 30, 2021

O miłości do Bieszczadu

Dawno już temu pisałam o moim dziadku (tu możesz przeczytać), jak to rzucił wszystko i wyjechał w Bieszczady. Było to jakieś - o Mateńko! - 11 lat temu (tzn. 11 lat temu pisałam, a dziadek wyjechał w Bieszczady jakieś 35 lat temu.) I dziś znów o nim napiszę! 

Bieszczady latem

Dziś mój dziadek ma 95 lat. To piękny wiek. Trudny, ciężki a nawet niesprawiedliwy, ale piękny. Dziadek, tak jak i 11 lat temu nie mieszka już na stałe w Bieszczadach, ale nadal tam ucieka.

Ba! On żyje Bieszczadami. A Bieszczady dają mu siłę do życia. 

Ba! On żyje Bieszczadami. A Bieszczady dają mu siłę do życia.

Dziadek mieszka teraz blisko moich rodziców, w moim rodzinnym mieście. Ma swoje malutkie mieszkano, wszystkie niezbędne do życia wygody i co najważniejsze opiekę moich rodziców. Przez ostatnie 11 lat spędzał tam zimy, a gdy tylko dostał sygnał, że w Bieszczadach śnieg stopniał, pakował się w trymiga i już jechał w Bieszczady. Do swojej leciwej chatki, która notabene nie wiadomo ile jeszcze wytrzyma. Chatki, w której dla odmiany nie ma niezbędnych do życia wygód. Rzekłabym nawet, warunków. Ale jedzie tam i jest najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. 

Ma tam oczywiście telewizję satelitarną, z najbogatszym chyba pakietem telewizyjnym, całą masę książek i gazet. I tak sobie spędza tam lato. Ogląda na zmianę tv24 z kanałami sportowymi, czyta ulubioną Gazetę Wyborczą, relaksuje się na ganku swojego domku lub pod starą lipą a w odwiedziny wpadają do niego jego ukochane pszczoły. A co najciekawsze wszystkie dolegliwości, które przez zimę i jesień dokuczały mu, tam odpuszczają. Można by zaryzykować tezą, że Bieszczady działają na niego uzdrawiająco...

Ale dla mojej mamy - jego córki, te wyjazdy są trudne. Za każdym razem, ma wyrzuty sumienia, że pozwala dziadkowi jechać - bo choć on twierdzi inaczej, niestety wymaga już stałej opieki. I choć w Bieszczadach znajdują się dobre duszyczki, które zawsze pomogą i zaopiekują się nim w razie potrzeby - to jednak wyrzuty sumienia ją gryzą.

bieszczady konie

Ten rok był wyjątkowo ciężki. Nie wiedzieliśmy czy dziadek w ogóle pojedzie w Bieszczady. Po pierwsze Covid-19. Co ciekawe dziadek mój był chyba jedną z pierwszych osób w ogóle zaszczepionych...  A po drugie przez ostatnie 2 lata wiek dał mu się we znaki. Niestety dziadek poza miłością do Bieszczadu, żyje również miłością do jedzenia. W związku z powyższym, choć schudł i tak jego już leciwe stawy nie radzą sobie z jego masą. I choć ćwiczył całą wiosnę ręce i nogi, to przed samym wyjazdem krzyż dał o sobie znać. Ale udało się, pomimo bólu pojechał i siedzi tam sobie teraz w tych Bieszczadach szczęśliwy jak nie wiem co.

Tą miłość do Bieszczadów musiałam chyba odziedziczyć po nim. Niektórzy twierdzą, że mam po nim również kilka innych cech, niekoniecznie pozytywnych... A co mi tam, byle było mi dane cieszyć się takim zdrowiem, sprawnością fizyczną i psychiczną w jego wieku i to jeszcze w Bieszczadach!

buduj, buduj, ja będę żył

Tak sobie myślę, że starość się Panu Bogu nie udała. Taki człowiek jak mój dziadek, nie może pogodzić się ze swoją niedołężnością. Chciałby wiele, chciałby sam ale niestety, ani głowa, ani ciało już nie te same, co chociażby 5 lat temu. Jakiś czas temu usłyszałam od niego, żebym szybko budowała dom, bo on będzie do mnie przyjeżdżał w Bieszczady i wtedy mama już nie będzie mu "suszyła głowy". Na końcu stwierdził: "buduj, buduj, ja będę żył".

To co łączy mojego dziadka z Bieszczadami jest wyjątkowe. Kocha Bieszczady całym sercem. A tą jego miłość Bieszczady odwzajemniają mu, dając mu zdrowie i długowieczność.

Zobacz również:

Żyć jak w Bieszczadach

Na czym polega fenomen Bieszczadów

A może by tak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © blog MojeBieszczady.eu , Blogger